Noc Kupały to starożytne białoruskie święto letniego przesilenia obchodzone w nocy 24 czerwca. To czas ognia, wody, kwiatów paproci i tętniącej życiem siły lokalnej społeczności. Jak Białorusini obchodzą Kupałę za granicą, zwłaszcza w dużym mieście, takim jak Londyn? Jakie pielęgnują archaiczne tradycje, a co dostosowują do czasów współczesnych?

Gościem Racji jest Ewelina Szczadryna, która już dwóch dekad przekazuje wiedzę na temat białoruskiego folkloru. Organizowała Noc Kupały na Białorusi, a teraz popularyzuje rodzime tradycje w Wielkiej Brytanii.
RR: Tematem białoruskiej kultury zajmuje się Pani od lat, nie tylko ją pani popularyzuje, ale również bada. Czy mogłaby nam Pani powiedzieć coś ciekawego o tym, czym jest białoruski śpiew gardłowy? Czy mamy jakąś białoruską specyfikę śpiewu, która odróżnia nas od innych narodów?
Ewelina Szczadryna: Po pierwsze, dźwięki Białorusini wydobywają z płuc. Trudno o tym mówić, bo równie ciężko narysować typowego Białorusina, bo jak wygląda taki Białorusin? Jak jest ubrany? Jaki ma kolor włosów? Podobnie jest z białoruską muzyką ludową, ponieważ jest makroregionalna. Mamy sześć historyczno-kulturowych regionów, które różnią się od siebie ‒ i zachód i wschód, i południe i północ, są bardzo różne, dlatego ta nasza specjalizacja na Wydziale Etnologii i Folkloru – etnofonologia miała na celu potwierdzenie tego, że nie ma uśrednionego stylu białoruskiego śpiewu. Na przykład, weźmy nasz narodowy chór imienia Citowicza, istnieje tam pewien specyficzny styl, ale jest on oczywiście stylizowany i dostosowany do sceny. Ma niewiele wspólnego z autentycznym stylem śpiewu Białorusinów z różnych regionów.

RR: Czy miała Pani możliwość badać, albo być, na granicy polsko-białoruskiej, na Podlasiu? W jakim stopniu tradycje śpiewu są ze sobą powiązane?
Ewelina Szczadryna: Tylko to, co słyszałam z nagrań. Kiedy ludzie posługują się naszym językiem, kiedy są pewne typowe melodie pieśni, kiedy to słyszysz, to rozumiesz: tak, to jest nasze. Nie bywałam tam zbyt często. Teoretycznie wiem, że tam też występują nasze typowe melodie, które są zaliczane do białoruskich, zarówno na granicy białorusko-polskiej, jak i białorusko-litewskiej. Ale sama nie zajmowałam się tym tematem.
RR: Jak zaczęła Pani interesować się tematem Kupały? Czy to poprzez wykształcenie muzyczne? Może po prostu zetknęła się Pani z popularnymi kupalskimi pieśniami? A może wzięło się to z dzieciństwa – może obchodziła je Pani kiedyś w młodości?
Ewelina Szczadryna: Nie mam żadnych białoruskich korzeni. Moja rodzina jest z tych przyjezdnych. Mój dziadek przywiózł po wojnie na Białoruś swoją rodzinę z Uralu, był żołnierzem i został tu zasiedlony. Zetknęłam się z językiem białoruskim, jak wszystkie radzieckie dzieci, w trzeciej klasie radzieckiej szkoły. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam język białoruski i się w nim zakochałam. I wtedy związałam się z białoruskością. Jak zainteresowałam się tematem Kupały? Zasadniczo nie mogę powiedzieć, że Kupała jest centralnym świętem w moim życiu. Absolutnie nie. Uwielbiam wszystkie święta białoruskiego kalendarza, jeździliśmy ze studentami na etnograficzne ekspedycje wszędzie, gdzie tylko mogliśmy. Nie dostawaliśmy za to pieniędzy, wszystko robiliśmy na własny koszt. A do kalendarza białoruskiego trafiłam, kiedy zaczęłam studiować, czyli na studiach magisterskich, gdzie poznałam ludzi, którzy byli bardzo zafascynowani Białorusinami. I to życie folklorystyczne mnie wciągnęło. Wcześniej słyszałam tylko, że w kalendarzu białoruskim istnieją takie święta, białoruskie święta obrzędowe, rodzinne.

RR: Czy kiedykolwiek zetknęła się Pani z autentycznym świętem Kupały podczas swoich wypraw?
Ewelina Szczadryna: Kiedy zaczęłam pracować w Katedrze Etnologii i Folkloru, zapisałam się na kurs etnofonologii, a zespół „Strała” był pod moją opieką. Postanowiliśmy, że zabiorę swój zespół do wioski Matyryna, rejon Uszacki. To był po prostu magiczny czas, lipiec, przyjechaliśmy tam na dwa tygodnie, a zostaliśmy gościnnie przyjęci, babcie ugościły nas w swoich domach. To bardzo dobrze, ponieważ młodzi ludzie zobaczyli nie tylko muzyczną stronę święta, ale także codzienne życie. Babcie zakładają stroje i zamieniają się w zupełnie inne osoby, w boginie tego święta. Tak trafiliśmy na Noc Kupały. Uszacki region jest bardzo folklorystycznym regionem, Pojezierze Białoruskie, to właśnie tutaj obrzęd Kupały jest bardzo bogaty. To region rzek i jezior, dużo wody, a to właśnie tutaj znajduje się epicentrum obchodów Kupały na Białorusi. Babcie były już bardzo stare, miały wtedy 80-85 lat. Niektóre z nich same już nie przychodziły na Kupałę, świętowały w swoich wioskach. Wylądowaliśmy na takim festiwalu folklorystycznym, można powiedzieć. Z jednej strony chciałam nagrać materiał w jednej konkretnej wiosce, ale z drugiej strony widzieliśmy różne tradycje, bo różne wsie prezentowały swoje kupalskija pieśni.
Jako folklorysta mogę doradzić Białorusinom na Białorusi, aby celebrowali swoje tradycje regionalne, nie uciekali w sąsiednie, żeby zachowali to, co jest na ziemi, na ziemi, na której się urodzili. Jeśli chodzi o Białorusinów na emigracji, to bardzo dobrze, jeśli każdy, kto tu przyjeżdża, zna tradycje swojego regionu, niech dzieli się pieśniami, niech dzieli się doświadczeniem świętowania. W Londynie nie ma zbyt dużej społeczności białoruskiej, musimy śpiewać wszystkie pieśni. Im więcej piosenek znamy, tym lepiej, to dobrze, to nas jednoczy.
Cały materiał dostępny tu: racyja.com/by
Białoruskie Radio Racyja
