BY
PL
EN

Białoruskie Radio Racyja. 98,1 FM – Białystok, Grodno. 99,2 FM – Brześć

Radio online

Mieszkam tu w całości ‒ Andrzej Stepaniuk o Podlasiu i twórczości

Światowy Dzień Pisarza to także dzień naszych podlaskich literatów.

Poeta, nauczyciel i patriota swojego kraju Andrzej Stepaniuk jest bohaterem naszego kolejnego programu „My bačym”. Z Andrzejem Stepaniukiem rozmawiała Alina Andrejewicz.

RR: Jak zaczęła się Pana przygoda z poezją i którzy białoruscy lub światowi poeci wpłynęli na Pański rozwój?

Andrzej Stepaniuk: Jeśli mieszkasz w Polsce, to oczywiście w latach szkolnych, a ja zacząłem pisać jeszcze jako uczeń białoruskiego liceum w Bielsku Podlaskim. Zacząłem pisać swoje pierwsze wiersze po polsku, bo miało na to wpływ polskie środowisko. Ale kiedy uczyliśmy się w liceum, szukaliśmy własnej tożsamości, to jasne. Może szkoła mniej to wspierała, a bardziej szukaliśmy jej sami. Zwłaszcza że to był ciekawy okres, początek lat 80., rozpoczynała się rewolucja Solidarności. I założyliśmy koło białoruskie w naszym białoruskim liceum. Nazywało się „Razbudžany holas”. I wtedy zaczęły pojawiać się białoruskie wiersze. Pojawiły się na ścianie w szkole, mieliśmy takie swoje miejsce.


A kiedy zacząłem pisać po białorusku, nie wyobrażałem sobie, że mógłbym pisać inaczej. No cóż, gdybym potrzebował jakichś wierszy – dedykacji, mógłbym je pisać po polsku. Mimo wszystko od tamtej pory pisałem po białorusku, po białorusku się myślało, bo żeby pisać, trzeba też myśleć. I nie powiem, że dużo pisałem, gdzieś moje wiersze pojawiły się w takich wspólnych tomikach wydanych Literackim Związkiem „Bielavieža”. „Maje piesni Tabie daru” – taki zbiór młodych poetów został wydany. A mój pierwszy tomik ukazał się bardzo późno, bo dopiero w 2016 roku, pierwszy!, a drugi w 2023 roku, więc gdzieś te wiersze jeszcze przetrwały.

A teraz, we współpracy z Radiem Racja, przygotowuję autorską audycję „Paetyčnyja rozdumy”, piszę taki cykl w „Niwie” od pięciu lat, jest już ponad 100 odcinków „Vieršačytaĺnia”, gdzie czerpię z moich myśli, staram się w jakiś sposób wspierać literaturę białoruską. I wiecie, kto na mnie wpłynął – Bahdanowicz, bo Bahdanowicza trzeba czytać, i Kupała, bo ich po prostu trzeba czytać.


Teraz czytam więcej tych współczesnych poetów i pisarzy. I jestem zaszczycony, że ich teraz znam. Dla mnie takim idealnym poetą i pisarzem jest Uładzimir Niaklajeu, którego ostatnio widziałem, nie tak dawno, bo na białoruskim festiwalu poezji „Wiersze na asfalcie”. Z młodych poetów bardzo lubię Naścię Kudasawą, bardzo lubię ją czytać. Oczywiście czytałem i czytam tych białoruskich autorów, którzy tworzą w Polsce w ramach stowarzyszenia literackiego. Jeśli spojrzeć wstecz, to oczywiście Jan Czikwin. Teraz wydał swój słynny pośmiertny zbiór wierszy, opracowany przez Halinę Twaranowicz. Bardzo dobre wiersze, ten zbiór jest zresztą bardzo dobrze zredagowany. Lubię czytać tych, którzy już odeszli: Michasia Szachowicza, naszego poetę z Białegostoku. Czytam Alesia Barskiego, bo to już nasz klasyk. Niewiele jest takich zbiorów, teraz, kiedy na Białorusi rozpoczęła się walka z białoruskością.

Staram się też dotrzeć do „Apostrofa”, choć jestem wielkim fanem „Dziejasłowa”, ale na szczęście „Apostrof” kontynuuje swoją działalność. Pochwalę się, że w kolejnych numerach znajdą się również moje wiersze, z czego bardzo się cieszę. Staram się dużo czytać. Nie mam dziś pieniędzy na nowe książki. Zbieram na białoruski festiwal literacki, bo tu jest coś tak idealnego, żeby uzupełnić półki z książkami w domu. Są wydawnictwa, są autorzy, z którymi można porozmawiać. Bardzo się cieszę, że po raz kolejny wziąłem udział w „Wierszach na asfalcie”, ostatni raz byłem na takim festiwalu w 2018 roku w Mińsku. Byłem w galerii „Tut Bai”, w kawiarni „Grai”. Było tam wielu młodych ludzi, którzy przychodzili słuchać tych czytań, brali książki, zanieśli tam i moje książki, a ja je podpisywałem. Byłem pod wrażeniem i wydawało się, że wszystko będzie dobrze, ale wszystko poszło nie tak, jak powinno.

RR: Stało się, jak się stało. W Pana wierszach często pojawia się temat Podlasia, jego natury, miłości do małej ojczyzny. Co jest dziś dla Pana głównym źródłem inspiracji?

Andrzej Stepaniuk: Wiesz, Podlasie będzie zawsze, bo to moja ziemia. Mieszkam tu w całości, wróciłem tu po studiach w Warszawie. Może wtedy czasy były inne i nie było łatwo stąd, z Podlasia, wyjechać, ale to był świadomy wybór. Musieliśmy wrócić i dokonać naszego białoruskiego odrodzenia. To był bardzo ciekawy okres: lata 80. i 90., kiedy Białorusini z Podlasia podnieśli głowy, poszli do polityki, byłem burmistrzem przez osiem lat, odchodząc z Białoruskiego Komitetu Wyborczego – tak się to nazywało. Potem to się przekształciło w Koalicję Bielską, a my byliśmy przedstawicielami Białoruskiego Komitetu Wyborczego. Brałem udział w tych półdemokratycznych wyborach, kiedy Sokrat Janowicz i Eugeniusz Mironowicz kandydowali do Sejmu, a potem brałem udział w tych samych strukturach bardziej w samorządzie, bo to jest nasze, chcieliśmy tu zaznaczyć swoją obecność. I to odbija się również w poezji. Czymże w końcu jest poezja? Jeśli człowiek pisze i nie przeżywa tego wewnętrznie, to pisze fałszywie. A dla mnie w poezji prawda jest wciąż potrzebna. Może nie zawsze jest przyjemna, którą ludzie chcą zaakceptować, ale jest po prostu konieczna, zwłaszcza w poezji, bo poezja powinna być szczera.

RR: Był Pan dyrektorem liceum z białoruskim językiem nauczania przez prawie dwadzieścia lat. Co ta szkoła dla Pana osobiście znaczy?

Andrzej Stepaniuk: To moja szkoła. Przede wszystkim ją ukończyłem. Uczyłem się w szkole podstawowej nr 3, gdzie również nauczano białoruskiego, potem w liceum, a po Uniwersytecie Warszawskim zostałem nauczycielem w tym liceum. I tak się złożyło, że zostałem pierwszym absolwentem-dyrektorem tego liceum, pierwszym w historii. Wie Pani, żeby wszyscy doskonale rozumieli, kiedy przyjechałem, język białoruski był nauczany jako przedmiot, a wszystko inne było po polsku. Do lat 70. wszystko było po białorusku. Potem moi rodzice chcieli, żeby tak było, bo trudno było dostać się na polskie uniwersytety z białoruskim językiem nauczania. Wyjechali na studia na Białoruś, ale tam dominował język rosyjski.

I to jest moje liceum, byłem tam dyrektorem przez dwadzieścia lat. Martwi mnie, że w ostatnich latach nastąpiło odejście od białoruskiego. Przekonanie, że białoruskość nie jest potrzebna, że polonizacja trwa w najlepsze. Nawiasem mówiąc, odszedłem, bo nie mogłem na to patrzeć, nie zgadzałem się z tym. Przecież w tym liceum wszyscy uczyli się białoruskiego. Teraz, po tych wszystkich nieprzyjemnych incydentach, białoruski jest tylko dla tych, którzy chcą. Ci, którzy chcą, uczą się, a ci, którzy nie chcą, nie. Dla mnie to upadek liceum.

RR: Jak udaje się Państwu teraz kontynuować nauczanie po białorusku i zainteresować młodzież językiem białoruskim?

Andrzej Stepaniuk: To dość trudny proces. Pewnie są rodzice, którzy chcą, żeby ich dzieci żyły w przestrzeni białoruskiej. Ale poziom nauczania w tym liceum też odegrał bardzo ważną rolę. To liceum było bardzo dobre i znane w całej Polsce. W końcu byli uczniowie, którzy poszli do liceum ze względu na wysoki poziom nauczania i uczyli się też języka białoruskiego. Liceum miało bardzo wysoki poziom nauczania. I tę atmosferę, którą również starałem się stworzyć, absolwenci wspominają z wielką przyjemnością, kiedy mnie spotykają, mówią, że to była ich szkoła i że czuli się w niej dobrze. Nie zawsze da się dobrze czuć w szkole. A sami mówią, że czuli się w niej dobrze. I to była moja recepta na te dwadzieścia lat…

Cała rozmowa dostępna na białoruskiej wersji strony racyja.com.

Białoruskie Radio Racyja