Możesz nie lubić rosyjskiego imperializmu, ale do ludzi trzeba podchodzić indywidualnie. Ludzie są różni. ‒ podkreśla białoruską pisarką Swietłana Kurs (Ewa Wieżnawiec). Z literatką przypominamy sobie białoruskie wiersze ze szkoły, rozmawiamy o tożsamości narodowej oraz „rosyjskim świecie”, który nas coraz bardziej otacza.

RR: Chciałbym poznać Pani pogląd na nasze życie. Spodobało mi się, gdy w rozmowie usłyszałem, że bardzo lubi Pani Podlasie.
Swietłana Kurs: Lubię Podlasie ze względu na jego przyrodę, bo jest najpiękniejsza. Możesz usiąść w pociągu i spodoba ci się każde drzewo. Lubię mgły, wiatr i atmosferę. Nawet architektura, która innym wydaje się prawdopodobnie eklektyczna, nieciekawa, w Białymstoku bardzo mi się podoba. Lubię patrzeć, gdy na tle jakiegoś centrum handlowego lub wieżowca stoi odrestaurowany brązowy stary dom, a nad nim rośnie wielki dąb. To przemawia do serca. Wydaje mi się, że jest to bardzo żyzna ziemia do życia i tworzenia. Każdy człowiek jest twórcą, który szuka dla siebie miejsca mocy. Moje miejsca mocy, to rejony takie jak Podlasie.
RR: Inaczej postrzegamy ludzi z prowincji i uważamy ich za gorszych, czy rzeczywiście są gorsi?
Swietłana Kurs: Nie, to zrozumiałe. To jeden z rodzajów snobizmu. Ludzie naprawdę lubią być snobami. Każdy człowiek jest z trochę snobem, po prostu stosuje ten sposób bycia w różnych obszarach. Na całym świecie ludzie ze wsi są uważani za gorszych od mieszkańców miast, bo mieli mniejsze możliwości, byli biedniejsi, nie chodzili na basen, może nie chodzili do teatru i tak dalej. To oczywiście już się zaciera w krajach Zachodu, gdzie ludzie żyją w małych miejscowościach i mają szeroki dostęp do kultury i rozwoju. Nie zapominajmy, że wciąż żyjemy w de facto rosyjskiej aurze, a rosyjska aura, jak kwas, niszczy wszelkie tradycje – upokarza, wbija w ziemię i ostatecznie rozpuszcza, jak powiedzmy Mordowian czy Czerkiesów, jak i samych Białorusinów, bo tak naprawdę żyjemy pod okupacją. Oczywiście będzie specjalnie tworzona narracja, jakbyśmy wszyscy byli szarymi ludźmi w łapciach, ale język białoruski temu się nie poddaje.
RR: Kiedy mówię o języku białoruskim, to zawsze myślę o swojej babci, bo ona rozmawiała po białorusku. Większość młodych ludzi już nie ma takiego odnośnika. Tracimy korzenie, że tak powiem, schodząc na asfalt?
Swietłana Kurs: Nie tylko na asfalt, bo szczególne niszczy system edukacji. Gdyby był normalny, to wszyscy, tak jak ja, uczyliby się z „Bukwara” Anatola Kłyszki, czytali te fantastyczne wiersze i opowiadania, uczyliby się w białoruskich szkołach! Kłyszka to geniusz! Szkoda, że umarł, bo chciałbym, żeby żył wiecznie. Tradycji nie ma, wymowa się zmienia, bo ulega fonetycznym wpływom języków sąsiednich, ale nie widzę w tym żadnej tragedii, bo wszystko można przywrócić.
Posłuchaj całości na stronie: racyja.com/by
Uład Hrynieuski, Białoruskie Radio Racyja
