BY
PL
EN

Białoruskie Radio Racyja. 98,1 FM – Białystok, Grodno. 99,2 FM – Brześć

Radio online

Wiaczesław Krasulin: Praca na Litwie to osobna historia mojego nowego życia

Emigracja, to nowe wyzwania i trudności, z którymi muszą się mierzyć Białorusini Litwy. Praca jest bardzo ważnym elementem nowego życia. Na Litwie język angielski to za mało, a nauka litewskiego, jak podkreśla Wiaczesław Krasulin, może zająć resztę życia.

Gość Racji – muzyk, dudziarz i lider zespołów „Oira” i „Kašlaty Voch” Wiaczesław Krasulin.

Nasza korespondentka Taciana Smotkina rozmawiała z Wiaczesławem Krasulinem o integracji ze społeczeństwem litewskim, pracy, planach twórczych i Dniu Wolności.

RR: Opowiedz nam o swojej ucieczce.

Wiaczesław Krasulin: Zostałem zatrzymany w nocy z 10 na 11 sierpnia 2020 roku w centrum handlowym w Rydze. Pojechałem na Akreścina. Spędziłem tam 4 dni. Potem zostałem pobity. Wszczęto przeciwko mnie postępowanie karne. Postanowiłem więc, że nie będę czekał na wyniki tej sprawy. Przeprowadziłem się do Wilna, gdzie mieszkam od prawie pięciu i pół roku.

RR: O ile wiem, wykładał Pan na Uniwersytecie Kultury. A na Litwie pracował Pan nawet przy renowacji organów. Zadomowił się Pan na Litwie?

Wiaczesław Krasulin: Praca na Litwie to osobna historia mojego nowego życia, związana z przeprowadzką. Moja pierwsza praca, którą znalazłem, była bardzo interesująca. Dzięki moim przyjaciołom poznałem wyjątkową osobę, Gerenasa Paviljonasa, który zajmuje się renowacją i rekonstrukcją organów. Na Litwie jest kilku takich ludzi, którzy zajmują się tym profesjonalnie. Obecnie jest on najbardziej uznanym i doświadczonym specjalistą, współpracującym z całą Unią Europejską w zakresie rekonstrukcji i renowacji organów.

I los jakoś tak mną pokierował, że w rezultacie podróżowałem po całej Litwie, pracując przy organach, w tym przy renowacji organów w Ostrej Bramie. Miałem duże zlecenia na renowację i naprawę organów również w Kownie i Krakinowie. W kościele dominikanów w Wilnie, w tym samym budynku, w którym Kastuś Kalinowski spędził ostatnie dni życia, również trochę popracowałem nad organami. Krótko mówiąc, praca jest bardzo ciekawa, związana ze starymi, skomplikowanymi instrumentami. No i do tego podróżowałem po Litwie, do miejsc, których prawdopodobnie nigdy bym nie odwiedził.

RR: Czy ma Pan teraz jakąś stałą pracę na Litwie?

Wiaczesław Krasulin: Chwytam się wszystkiego, co się da, ponieważ z moją specjalnością, folklorem i niematerialnym dziedzictwem kulturowym, znalezienie pracy w mojej dziedzinie jest dość trudne bez dobrej znajomości języka litewskiego. Znam angielski na dobrym poziomie, ale to wciąż za mało. W końcu praktycznie wszystkie organizacje, w których można dostać pracę w mojej dziedzinie, są nadal państwowe, a w państwowej instytucji zdecydowanie trzeba znać język państwowy. Powoli uczę się litewskiego, ale czasami zastanawiam się, ile lat muszę się go uczyć, żeby opanować go perfekcyjnie. Mam nadzieję, że to życie mi wystarczy.

RR: Ma Pan też zespół muzyczny o nazwie „Kašlaty Voch”. Jak się nazywa, skąd się wzięły te słowa?

Wiaczesław Krasulin: Nazwę wymyślili moi koledzy z klasy, kiedy dopiero zaczynaliśmy grać w tym zespole. Nawiasem mówiąc, zespół powstał wcześniej, niż sama nazwa. Chcieliśmy grać białoruski folklor na dudach i bębnach, w luźniejszy sposób. W 2007 roku dwóch moich przyjaciół, Wasil i Staś, zaczęli myśleć o nazwie, potrzebowali czegoś białoruskiego. I pierwszym miejscem, do którego się udali, była mitologiczna encyklopedia. Znaleźli tam ciekawe stworzenie o imieniu Voch, można doszukać się analogii do irlandzkiego skrzata, takiej kapryśnej postaci, która posiada podziemny skarb i lubi żartować z ludzi.

Dosłownie za pół miesiąca ruszamy w mini trasę koncertową z zespołami «Всё_CRAZY», „Kurwadziki” i „HOMAN-BAND”. Pierwszy koncert odbędzie się w Wilnie, potem w Warszawie, Poznaniu i w Białymstoku.

Cała rozmowa dostępna jest na białoruskiej wersji strony racyja.com.

Białoruskie Radio Racyja