BY
PL
EN

Białoruskie Radio Racyja. 98,1 FM – Białystok, Grodno. 99,2 FM – Brześć

Radio online

Wolha Wialiczka: Dzieci są bardzo mądre w tym trudnym dzieciństwie

„Moja mama jest w więzieniu” – spektakl oparty na książce psycholog Wolhi Wialiczki odbędzie się 5 grudnia w Teatrze Mroj-hall w Wilnie. To dość złożony psychologicznie spektakl, który ukazuje historie dzieci, które nagle stają w obliczu czegoś, co nie powinno się wydarzyć w ich życiu. Stawiają czoła losowi, który ich spotkał po wyborach prezydenckich w 2020 roku w Białorusi.

Z autorką książki Wolhą Wialiczką rozmawiamy o spektaklu, psychologii relacji między dorosłymi a dziećmi, a także o traumach psychicznych, z którymi zmagają się Białorusini za granicą.

RR: Spektakl „Moja mama jest w więzieniu” nie po raz pierwszy będzie wystawiany w Wilnie. Czy wizja reżysera różni się w jakiś sposób od Pani fabuły?

Wolha Wialiczka: Mogę podzielić się swoją subiektywną opinią jako widz, który widział spektakl. Był on grany w Wilnie już chyba siedem razy. Podróżowaliśmy z nim również do innych krajów. Jako dla autorki książki, ten spektakl jest zdecydowanie inny. Reżyserka momentami, dzięki możliwościom teatralizacji, uwypukliła i pokazała dobitniej wszystkie trudności i próby, z którymi zmagają się dzieci. Przekazała wszystkie te doświadczenia nie poprzez tekst. Bo kiedy człowiek czyta książkę, wciąż porównuje i przepuszcza ją przez siebie. I czytelnik ma tylko siebie, swoje myśli, swoje doświadczenia z przeszłości i książkę. W spektaklu teatralnym jest światło, dźwięk, różne efekty wizualne. Dlatego, szczerze mówiąc, momentami nawet bardziej lubię grę aktorską niż książkę.

RR: To historia o dzieciach, które nagle stają w obliczu czegoś, co nie powinno mieć miejsca w ich życiu. Dzieci migrantów politycznych prawdopodobnie żyją z traumą, tak jak sami migranci. Myślę, że Pani, jako psycholog dziecięcy, dostrzega to najbardziej. Jakie są główne problemy białoruskich dzieci?

Wolha Wialiczka: Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że my, Białorusini, w kraju i za granicą, przechodzimy nie tylko przez traumy i traumatyczne doświadczenia, ale także przez lęk przed utratą sensu. Najbardziej obserwujemy to w podejściu, w którym zostaliśmy wychowani: dobro triumfuje nad złem, prawda zawsze zwycięża, złoczyńcy zostaną ukarani, sprawiedliwość zapanuje na tym świecie. Ale dziś żyjemy w czasach, w których wszystko, czego dorośli uczyli nas w dzieciństwie, jeszcze w czasach sowieckich, to dziś obserwujemy, że wszystko działa na odwrót.

My, Białorusini, powstaliśmy i walczyliśmy przez pięć lat o prawo do swobodnego wyboru rządzenia krajem i przybliżenia go do demokracji. A teraz minęło pięć lat i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, z wielkim rozczarowaniem. Do tego doszły wydarzenia w Ukrainie.

I ludzie teraz, widzę to często w swojej pracy, zadają pytanie: po co to wszystko było? I wydaje mi się, że to jeden z najgorszych stanów, jaki może spotkać człowieka. A potem do tego traumatycznego doświadczenia, czy też traumy nabytej w ciągu pięciu lat, dokłada się trauma zbiorowa i trauma utraty doświadczenia. Wielu z nas, dorosłych, zadaje sobie pytanie: po co to wszystko było? Co by było, gdybym tego nie zrobił i nie poszedł na te marsze?

Ale są ludzie, którzy siedzą w więzieniach, którzy poświęcili życie tej walce. Są emigranci, którym odebrano możliwość bycia w domu i odwiedzania grobów swoich bliskich. A tu nam się mówi: to powinniśmy byli siedzieć cicho. A my, dorośli, widzimy jak to zło, to czarne podejście do życia tutaj rozkwita.

Pamiętam słowa pięcioletniego dziecka, opisane w książce. Zapytałem go: dlaczego na Ziemi istnieje zło? Chłopiec czeka na tatę, bo w Białorusi źli wujkowie wsadzili go do więzienia. Myślał, myślał i odpowiedział: zło jest potrzebne, żeby ludzie nie zapomnieli, że istnieje dobro. Dzieci są bardzo mądre w tym trudnym dzieciństwie.

Cała rozmowa dostępna jest na: racyja.com

Białoruskie Radio Racyja