W zagranicznych kręgach opozycyjnych toczy się dyskusja na temat krytyki obecnych demokratycznych struktur kierowniczych, takich jak Biuro Swiatłany Cichanouskiej i inne. Opinie na ten temat są podzielone: jedni uważają, że krytyka jest konieczna, inni, że szkodliwa.

Rozmawialiśmy o tym z politologiem Zmicierem Bałkuńcem.
RR: Anarchista Mikałaj Dziadok, były więzień polityczny, powiedział w wywiadzie, że nie można krytykować Biura Cichanouskiej, ponieważ w ten sposób dolewamy wody do młyna Łukaszenki. Pan również często krytykuje Biuro. Czy krytyka struktur opozycyjnych wzmacnia reżim, nawet jeśli jest obiektywna?
Zmicier Bałkuniec: Uważam, że krytyka jest generalnie pożyteczna. Wiem nawet, że wiele firm zamawia krytyczne analizy, aby naprawić błędy. Bo stanowisko z zewnątrz jest bardzo przydatne. Kiedy ktoś otrzymuje jakąś informację zwrotną, to bardzo dobrze. A kiedy politycy otrzymują konstruktywną krytykę, to również jest dla nich dobre. Struktury opozycyjne są bardzo przydatne dla każdego rządu. Znajdują błędy, dają sugestie. Tak właśnie działa społeczeństwo, kiedy ma się możliwość spojrzenia z boku.
Nawet jeśli przyjrzeć się pracom naukowym pisanym przez naukowców, zawsze znajdą się oponenci, którzy wysuwają propozycje dotyczące ich treści lub je krytykują. To bardzo ważne. Dlatego uważam, że krytyka tej czy innej osoby, w tym Biura Cichanouskiej, jest pożytecznym zjawiskiem.
Ale tutaj chciałbym dodać, że Biuro Cichanouskiej – czy to jest jakiś urząd, na co oni wpływają? Nie mają wpływu na nic, na żadne sprawy. Nie podejmują żadnych decyzji: ani w kwestiach uwolnienia więźniów politycznych, ani w kwestiach sankcji. Wysuwają jedynie pewne sugestie.
Należy jednak zauważyć, że od wyborów w Białorusi minęły 64 miesiące, prawie pięć i pół roku. A Swiatłana Cichanouskaja jest teraz uczestniczką kampanii prezydenckiej 2020 roku, podobnie jak inne osoby, które brały udział w wyborach w poprzednich latach. To już historia. A zatem jak pokazać, że Swiatłana jest jakąś „ikoną”, którą trzeba zachować, żeby obalić Łukaszenkę… Ale ona nie ma na nic wpływu – ani w Białorusi, ani za granicą. Nie złożyła przysięgi w 2020 roku, kiedy ją o to proszono. Odmówiła. Popełniła też wiele błędów później.
Być może osoby, którym odebrano możliwość obserwowania tych procesów, mają swoje stanowisko, i dobrze, że je mają. Nie widzę jednak nic złego w formułowaniu sugestii czy kwestionowaniu pewnych struktur, które powstały po 2020 roku.
Chciałbym tu zaznaczyć, że te sztuczne formacje polityczne, czy to Gabinet [Zjednoczony Gabinet Przejściowy], czy Biuro [Biuro Swiatłany Cichanouskiej], czy inne, nie mają, jak mi się wydaje, żadnej legitymacji wśród Białorusinów. Nie wpływają i nie mogą wpływać również na żadne procesy w Białorusi.
RR: Ale gdzie jest różnica między krytyką a sabotażem?
Zmicier Bałkuniec: Jeśli jest jakaś krytyka, to moim zdaniem powinna być konstruktywna. To nie jest sytuacja, w której ktoś kogoś obraża. To sytuacja, w której mówi się: są błędy, ta osoba nie podołała – obiecywała, ale nie zrobiła. Cichanouska obiecała w 2020 -21 roku jakieś negocjacje z Łukaszenką, albo z kimś innym – tego nie zrealizowano. Gdzie jest odpowiedź? Żadnej. Obiecali jakiś plan zwycięstwa. Gdzie jest ten plan? Nie ma takiego planu. Ludzie trafili do więzienia. A kto za to odpowiada? Czy Cichanouska i Wiaczorka są za to odpowiedzialni? Nie. Kontynuują swoją trasę.
Cała rozmowa dostępna na białoruskojęzycznej stronie racyja.com.
Białoruskie Radio Racyja
