Aleksander Łukaszenko zaskakuje swoimi decyzjami nie tylko oponentów politycznych, ale i państwa, z którymi żyje w tak zwanej przyjaźni. Przed wyborami prezydenckimi, które odbędą się tuż po nowym roku, spekuluje się o złym stanie zdrowia Łukaszenki. Jednak nawet opozycja i demokratyczne siły przebywające poza ojczyzną, wiedzą, że te wybory już wygrał.

Gościem Radia jest Zmicier Bandarenko, koordynator kampanii społecznej „Europejska Białoruś”.
RR: Pierwszy raz jest Pan w Białymstoku?
Zmicier Bandarenko: W 1998 roku po raz pierwszy odwiedziłem Białystok. Zostałem wówczas zaproszony przez Wiktora Iwaszkiewicza, jednego z przywódców Białoruskiego Narodowego Frontu i niezależnego ruchu robotniczego Białorusi. W Supraślu odbyło się specjalne seminarium, później spotkania w Białymstoku, Bielsku i wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, jak wygląda grunt, na którym żyją Białorusini w Polsce. I zakochałam się w Białostocczynie, zrobiła na mnie bardzo mocne wrażenie. Byliśmy wtedy razem na tym seminarium z przebywającym obecnie w więzieniu Uładzimirem Mackiewiczem, ale nie tylko… Druga żona mojego ojca urodziła się w Białymstoku, w 1946 roku w wyniku dramatycznych wydarzeń wielu Białorusinów przeniosło się stąd do BSRR, właśnie od niej poznałem tę historię.
RR: Brał Pan czynny udział w wyborach w 2010 roku, był Pan w sztabie kandydata na prezydenta Andrieja Sannikowa. Po wyborach doszło do protestów, ludzi stawiano przed sądami. Pięciu kandydatów otrzymało wyroki od dwóch do sześciu lat pozbawienia wolności. Pan też trafił do więzienia. Dobrze pamiętamy wydarzenia z roku 2020, a jakie będą „wybory” w styczniu 2025 roku?
Zmicier Bandarenko: Ostatnio mówiłem, że Białorusini mieli szansę do 2022 roku zmienić sytuację, wyzwolić się z jarzma dyktatury drogą pokojową i, w dużej mierze, samodzielnie. Dziś jesteśmy zależni od sytuacji w regionie. Rosyjska agresja na Ukrainę zmieniła wszystko. Teraz użycie ciężkich samolotów i ciężkiej artylerii jest właściwie normą w dyplomacji. Dziś możliwość utraty niepodległości Białorusi postrzegam jako bardziej niebezpieczną, dlatego można rozpatrywać te, tak zwane, wybory właśnie z tego punktu widzenia, bo nie wiemy, czy Łukaszence wystarczy zdrowia, żeby w tych „wyborach” dotrwać do końca.
RR: Ma już grupę inicjatywną.
Zmicier Bandarenko: Może nie dożyć. Wszystko może się stać, ale to nie gwarantuje, że zachowamy niezależność, bo widzimy, jak cynicznie i arogancko zachowuje się Putin, wiemy jak odbyły się referenda w obwodzie chersońskim i innych częściach okupowanej Ukrainy. Białoruś jest dziś w niebezpieczeństwie ‒ trzeba o tym pamiętać. Tutaj zgadzam się z Natalią Radziną, że „wybory” należy po prostu zignorować. Z pewnością, jeśli nadejdzie taki czas, że powstanie sytuacja zagrażająca utracie niepodległości, Białorusini nie będą mieli innego wyjścia, jak tylko bronić swojej niepodległości z bronią w ręku lub innymi środkami.
RR: Zgodzi się Pan z opinią Aleksandra Łukaszenki, ale nie tylko Łukaszenki, że dopóki będzie Łukaszenka – Białoruś nie zniknie.
Zmicier Bandarenko: Nie zgadzam się z tym, bo Łukaszenka wiele razy okłamywał Ukraińców, mówił, że Białorusini przyjadą na Ukrainę tylko traktorami, że nigdy nie pozwoli Rosjanom przejść przez terytorium Białorusi i zaatakować Ukrainę. Jesteśmy pokojowymi ludźmi, ale rok 2022 pokazał, że to wszystko było kłamstwem. Nie było oczywiście udziału białoruskiego wojska w agresji na dużą skalę, ale wiemy, że przyleciały helikoptery, samoloty były białoruskie i były tam białoruskie siły specjalne, a w DNR są białoruscy ochotnicy. Za długo żyjemy, żeby wierzyć Łukaszence.
Posłuchaj całej rozmowy na: racyja.com/by
Białoruskie Radio Racyja
