BY
PL
EN

Białoruskie Radio Racyja. 98,1 FM – Białystok, Grodno. 99,2 FM – Brześć

Radio online

Białoruscy ochotnicy na Ukrainie pozostawieni samym sobie

Białoruscy ochotnicy na Ukrainie tracą wsparcie ze strony wolontariuszy, których zmęczył konflikt na wschodzie. Jednak największym problemem jest brak ochrony ze strony ukraińskiego państwa.  Białorusini biorący udział w walkach na Ukrainie, często muszą starać się o azyl w krajach zachodnich.

Czym zajmuje się niedawno założona inicjatywa charytatywna „Roskwit” w Wilnie? Nasza korespondentka Tatiana Smotkina rozmawia o tym z Gościem Racji, byłym wolontariuszem i szefem komisji bezpieczeństwa narodowego Rady Koordynacyjnej, Aleksandrem Klaczko.

RR: Nie wszyscy Białorusini rozumieją, o jakie wartości walczą białoruscy żołnierze i poświęcają swoje życie i zdrowie w wojnie na Ukrainie. Wojna nie toczy się przecież na terytorium Białorusi, ale w innym państwie. I wielu uważa, że ​​nierozsądne jest tam stracić życie. Co Pan o tym myśli?

Aleksander Klaczko: Rozumiem te narracje, te wątpliwości, słyszę bardzo często takie zrzuty pod swoim adresem, dlatego jednym z powodów, dla których organizuję wydarzenia upamiętniające poległych pod Lisiczańskiem, jeśli Bóg pozwoli, i będę miał taką możliwość, chciałbym, aby informacje były rozpowszechniane nie tylko o tej bitwie, ale także o innych starciach bojowych z udziałem naszych chłopaków. Oczywiście uważam, że białoruscy wolontariusze nie powinni ginąć na Ukrainie. Musimy wypełnić wyznaczone tam misje bojowe. Zadaniem minimum jest powstrzymanie okupanta, zadaniem maksimum jest wygnanie go z obcej mu ziemi, z ziemi ukraińskiej, ale również przetrwanie.

Przetrwać, to jest kluczowe, bo nikt nie wyzwoli Białorusi oprócz nas, Białorusinów. Można nam pomóc, ale nikt nie będzie wyzwalał Białorusi za nas. Jeśli tak się stanie, to wyzwoliciele będą automatycznie naszymi okupantami. Możemy polegać wyłącznie na sobie. Wyzwolenie może nastąpić w sposób pokojowy, albo militarny. Musimy być przygotowani na każdą z tych opcji.

Słyszymy często takie komentarze, że to jest obca ziemia, obcy kraj, więc po co tam jechać? Jednak jestem przekonany, że naszym wspólnym wrogiem nie jest reżim Łukaszenki, chociaż to też zagrożenie, ale największe niebezpieczeństwo stwarza imperialna Rosja. Właśnie Rosja uważa, że zarówno Białoruś, jak i Ukraina, jest jej integralną częścią. Białorusini nie są uważani za pełnoprawny naród, dlatego walczymy również o zmianę światopoglądu, która pozwoli nam na to, aby stać się niezależnym narodem. Powinniśmy osłabiać wroga, dlatego to robimy.

RR: Jakie są główne obawy i problemy Białorusinów walczących o wolność na Ukrainie? Czy nadal otrzymujecie pomoc i wsparcie?

Aleksander Klaczko: Niestety, motywacja białoruskich wolontariuszy i tych, którzy ich wspierają, zdecydowanie zmalała. Z pewnością ma na to wpływ zarówno czas, jak i brak konkretnych wyników. Na to wszystko również ma wpływ stosunek Ukrainy i krajów europejskich do tych, którzy byli lub są na Ukrainie i planują opuścić ten kraj po ukończonej wojnie. Białoruscy wolontariusze obecnie nie mają statusu na Ukrainie. Weźmy przykład litewskich wolontariuszy, którzy nie mają statusu we własnym kraju, na Litwie. Status to stosunek państwa do nas, wolontariuszy. Jeśli państwo nie zdecydowało, jak będzie traktować swoich obywateli, którzy faktycznie walczą z głównym wrogiem niepodległości, to obywatele tracą chęć i motywację do walki. W takiej sytuacji ciągle musisz udowodnić, że walczysz o wolność, że nie jesteś terrorystą, że nie poszedłeś na wojnę, ponieważ lubisz zabijać ludzi, albo jesteś tam ze względów finansowych. Dewaluacja pochodzi od tych, którzy są rozczarowani, niestety od tych, którzy nie popierają idei walki z Rosją, bo niestety są tacy, którzy widzą, że Rosja nie jest wrogiem, że Białoruś nie może istnieć bez Rosji. Jest wiele narracji i w związku z tym istnieje wiele nieporozumień.

Pełna rozmowa dostępna tu: racyja.com/by

Białoruskie Radio Racyja