Po 2020 roku liczba Białorusinów, którzy wyemigrowali, znacznie wzrosła. Szacuje się, że kraj opuściło co najmniej 700 tysięcy osób. Znaczna część z nich to wierni Cerkwi Prawosławnej. Jednak w przeciwieństwie do emigracji po 1945 roku, obecnie niewielu udało się zorganizować życie religijne.

Jurka Leszczyński rozmawiał z o. Gieorgijem Rojem o problemach związanych z tworzeniem białoruskich wspólnot prawosławnych na emigracji.
RR: Długo służył Pan w obwodzie grodzieńskim, w Grodnie. Teraz – w diasporze. Czy jest jakaś różnica między wiernymi tutaj a w Ojczyźnie?
Ojciec Georgy Roj: Ogromna różnica. Społeczność żyje zupełnie inaczej. Jesteśmy emigrantami. Jest ogromna różnica, gdy społeczność składa się z ludzi, którzy są obywatelami tego kraju, autochtonami, żyjemy na swojej ziemi i w swoim regionie – to jest inna sytuacja. A gdy ludzie są wyrywani z ojczyzny, gdy są na emigracji, gdy są zmuszeni walczyć o przetrwanie, zmuszeni do adaptacji – to jest zupełnie druga sprawa. I z punktu widzenia duszpasterstwa, kapłaństwa, troski o ludzi – to jest jeszcze i trzeci wymiar, i zupełnie inne spektrum problemów, zadań, wyzwań, przed którymi stoimy. Wszystko jest inne. Tutaj, w Wilnie, nie mamy własnego kościoła. Wynajmujemy lokal. Jedno z naszych pomieszczeń zostało zaadaptowane na kaplicę i tam gromadzimy się na nasze liturgie, a miejsca nam brakuje, bo lokal jest mały. Dlatego w niedzielę odprawiamy dwie liturgie, żeby każdy, kto chce, mógł się pomodlić. Wiadomo, że taka kaplica w zwykłym pomieszczeniu to nie ta sama cerkiew, piękna, majestatyczna, ale jednocześnie czuć w niej ducha wspólnoty, rodziny. Ta liturgia jest bliższa ludziom, wiernym. Ma swoje plusy, minusy, swoją specyfikę, ale tutaj życie wspólnoty prawosławnej jest zupełnie inne.
RR: Czyli przywiązanie wiernych do Cerkwi jest mocniejsze?
Ojciec Georgy Roj: Zgadza się, ponieważ wiele osób jest oddzielonych od swoich rodzin. Wiele osób nie może wrócić na Białoruś, nawet większość naszych wiernych. A wspólnota staje się prawdziwą rodziną. Przychodzą do nas nie tylko wierzący, ale także ci, którzy deklarują się jako ateiści. Przychodzą, bo czują się jak w kręgu rodzinnym. Dlatego zawsze mamy liturgię, a po niej spotykamy się na wspólnym posiłku, jemy razem, rozmawiamy. Tak, Kościół ma ogromne znaczenie dla ludzi, te chrześcijańskie spotkania, liturgie, wspólnoty pomagają przezwyciężyć trudności emigracji. Człowiek czuje, że nie jest sam, że są bracia i siostry, że się wspieramy. I to bardzo jednoczy, bardzo łączy. To ma ogromne znaczenie.
RR: W Polsce białoruska diaspora jest liczna. Większość, faktycznie, może i jest prawosławna, nawet wierząca, ale nie założyli własnego kościoła. Nie ma czegoś takiego jak u was, w Wilnie, albo na modłę tego, co stworzyła emigracja w USA. Nawet w Brukseli i Chicago są parafie Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. A tutaj nie ma takiej jedności.
Ojciec Georgi Roj: Po pierwsze, w Warszawie istnieje taka wspólnota, która zbiera się na białoruskich liturgiach. Wspólnota białoruska gromadzi się w cerkwi Czcigodnego Męczennika Grzegorza Peradze w Warszawie. Ale tak, istnieje taki problem. Białostocczyzna wciąż nie jest zupełnie obca Białorusinom. Przecież mieszka tu znaczna mniejszość białoruska. A wspólnoty na Podlasiu przyjmują teraz Białorusinów, emigrantów. I może dlatego, że zawsze jest możliwość bycia w cerkwi prawosławnej, z białoruską mentalnością, nawet jeśli nabożeństwo jest tam po cerkiewnosłowiańsku. I ludzie chodzą do tych cerkwi.
RR: W Białymstoku jest duża grupa emigrantów z Białorusi. Istnieje tu pewna alienacja.
Ojciec Georgi Roj: Trochę tego jest. Zgadzam się z tym. Potrzebna jest tu aktywność samych wiernych, emigrantów z ostatniej fali emigracji z Białorusi. Przecież kiedy mieszkańcy Warszawy zjednoczyli się i jasno sformułowali swoją prośbę, udając się do metropolii, metropolita nie odmówił białoruskiej liturgii i białoruskiej wspólnoty. Myślę, że w Białymstoku też by taka była. Dlatego apeluję do słuchaczy Radio Racja wyznania prawosławnego, aby również zebrali się i zastanowili, zwrócili się do miejscowego biskupa, Władyki Jakuba, i poprosili o możliwość sprawowania liturgii po białorusku, i aby Kościół również pomógł utrzymać tę jedność. Problem polega na tym, że sami ludzie muszą powiedzieć, że tego chcą. Apeluję do naszych Białorusinów, migrantów, aby się zjednoczyli i wyrazili takie pragnienie.
Cała rozmowa dostępna na białoruskiej wersji strony racyja.com.
Białoruskie Radio Racyja
