BY
PL
EN

Białoruskie Radio Racyja. 98,1 FM – Białystok, Grodno. 99,2 FM – Brześć

Radio online

Eugeniusz Wappa: Celem Niwy jest zachowanie naszej pamięci jako białoruskiej mniejszości narodowej

4 marca 1956 roku ukazał się pierwszy numer Tygodnika Białorusinów w Polsce, „Niwa”. Gazeta kosztowała 50 groszy, a za jej publikację odpowiadał pierwszy redaktor naczelny tygodnika, Gieorgij Wołkowycki. „Niwa” ukazuje się do dziś.

Gościem „Racji” jest obecny redaktor naczelny, Eugeniusz Wappa, który objął to stanowisko w 1997 roku.

RR: Historia „Niwy” to pod wieloma względami historia życia Białorusinów na Podlasiu. Proszę powiedzieć, kiedy po raz pierwszy zetknął się Pan z tym tygodnikiem?

Eugeniusz Wappa: Tygodnik znajdował się w naszym domu, prenumerowali go moi rodzice, sąsiedzi, a także mieszkańcy naszych gmin i wsi. Był to specyficzny tygodnik, który często pokazywał, jak wygląda życie w mieście z perspektywy wiejskiego czytelnika. Jedną z misji tygodnika „Niwa” była edukacja, edukacja kulturalna, a także proste porady. A fakt, że „Niwa” ukazała się dziewięć lat przed moimi narodzinami, i już się że zakorzeniła się, zakorzeniła się wśród ludzi. I od kiedy pamiętam, to zawsze w niedziele mój ojciec czytał obowiązkowo z „Niwy” naszej sąsiadce, który nie umiał czytać, z czego korzystała również moja matka, bo czytał im „Sercajku”, klasyczne porady z domu. A kiedy poszedłem do szkoły i nauczyłem się czytać po białorusku, mój ojciec kazał mi czytać „Niwę” sąsiadom.

RR: Jednym słowem, można powiedzieć, że „Niwa” żyła w narodzie.

Eugeniusz Wappa: Tak, „Niwa” żyła wśród ludzi, a ja mam zdjęcia, wspominając mojego ojca, który do końca życia, siedząc przy stole z lupą, czytał „Niwę”, mając 90 lat. To było coś bardzo ważnego i potrzebnego dla nas, jako mniejszości narodowej.

RR: Przenieśmy się do lat 90. ubiegłego wieku. W kraju wciąż zachodziły fundamentalne zmiany. A jak to się stało, że Pan, historyk z wykształcenia, nauczyciel, został redaktorem naczelnym „Niwy”?

Eugeniusz Wappa:
Nic dziwnego, bo wcześniej redaktorem naczelnym „Niwy” był Eugeniusz Mironowicz – zresztą profesor historii. Gieorgij Wałkawycki studiował w Instytucie Literackim, miał doświadczenie, i to jemu powierzono w 1956 roku, po śmierci Stalina, zadanie przygotowania wydania „Niwy”. A pan Wital Łuba jest z wykształcenia filologiem, więc historia w pewnym sensie kontynuuje kierunek, który wyznaczyli nasi poprzednicy. Najważniejsze dla nas jest zachowanie pamięci w formie papierowej – w formie gazety, a także książek. Przecież doskonale rozumiemy, że jesteśmy „ostatnimi Mohikanami”, że kiedyś będziemy musieli pożegnać się z tym światem w sytuacji bez wsparcia z zewnątrz, z rusyfikacją na Białorusi, która trwa do dziś. A teraz jest nas tak mało, podobnie jak mniejszości białoruskiej, procesy demograficzne zachodzące w Polsce i samej Europie negatywnie wpływają na sytuację.

A jeśli wrócimy do początków „Niwy” i jej publikacji, to trzeba powiedzieć, że jak na tamte czasy była bardzo profesjonalnie przygotowana, mówiąc dzisiejszym językiem, kampania PR, wyprzedzała inne wydania. Przecież reklama, że jeśli zaprenumerujesz gazetę, pojawi się „Niwa”, ukazywała się przez kilka miesięcy, były ogłoszenia we wszystkich urzędach pocztowych, w innych gazetach, mówiono o tym, nawet listonosze brali udział w konkursie, kto więcej zaprenumeruje „Niwy”, bo obiecywano nagrody, wyróżnienia. Oczywiście oprawa graficzna była perfekcyjna. Wszystko było zrobione na wysokim poziomie. Ale był jeden problem – brakowało dziennikarzy piszących po białorusku. I cofamy się do czasów, gdy wśród naszej mniejszości białoruskiej nie było ludzi, którzy potrafili pisać po białorusku, którzy potrafiliby zainteresować ludzi, którzy potrafili podróżować. Dziennikarstwo jest na skraju wyginięcia z powodu zupełnie innych form przekazu informacji. Wierzę jednak, że rola „Niwy” jest taka, że jest wieczna i będzie wieczna.

RR: I ta sztuczna inteligencja i tak nas nie zastąpi. Ale jeszcze jedno pytanie: jakie było najtrudniejsze doświadczenie w Pana pracy jako redaktora „Niwy”?

Eugeniusz Wappa: Dla mnie najtrudniejszym doświadczeniem każdego roku jest to, że odkąd dołączyłem do „Niwy”, kiedy inflacja rośnie, mamy naprawdę coraz mniej pieniędzy, nie mamy za co wydawać „Niwy”, nie jesteśmy w stanie godnie płacić dziennikarzom. Wszystko wymaga pieniędzy, nawet prenumeraty reklamowe. I to jest ból wszystkich, którzy wiedzą i rozumieją, że nie nadążamy za zmianami technicznymi. Ale patrząc na nakłady publikowanej prasy, nasz wciąż wygląda przyzwoicie.

RR: Jakie cele stawia sobie teraz tygodnik?

Eugeniusz Wappa: Dla mnie i, jak sądzę, dla redakcji naszych czasów – jest to zachowanie czasu białoruskiego, czasu mniejszości białoruskiej w Polsce. Opisać jego rytm, funkcjonowanie i przedstawienie możliwość współpracy z „Niwą” tym, którzy chcą nauczyć się języka białoruskiego, stać się Białorusinami razem z „Niwą” i pozostać białoruską mniejszością narodową w Polsce.

Cała rozmowa dostępna jest na białoruskiej wersji strony racyja.com.

Rozmawiał Andrzej Stepaniuk

Białoruskie Radio Racyja