BY
PL
EN

Białoruskie Radio Racyja. 98,1 FM – Białystok, Grodno. 99,2 FM – Brześć

Radio online

Iryna Szczasnaja: Ogrzaliśmy setki mieszkańców Kijowa

Podczas ostatnich styczniowych i lutowych mrozów, podczas blackoutu, Ukraina potrzebowała pomocy bardziej niż kiedykolwiek. Nie tylko w postaci broni dla żołnierzy, ale także zwykłej ludzkiej solidarności, pomagając cywilom przetrwać ten trudny czas. Białorusini wyrazili solidarność z Ukraińcami, byli wśród wolontariuszy w Kijowie i zorganizowali „Punkty Niezłomności” – miejsca, gdzie można było się ogrzać, napić herbaty i pobyć razem.

Gość Racji – wolontariuszka „Punktu Niezłomności” w Kijowie, Iryna Szczasnaja:

To pierwsze takie doświadczenie wolontariatu w życiu. Nie powiem, że było łatwo. Jeszcze nie przemyślałam, co się stało, ale jedyne, co mogę powiedzieć na pewno, to to, że dobrze nam poszło z Aleną Żarkiewicz, z centrum wolontariatu „Sustrecza”, bo setki osób się rozgrzały. To samo dotyczy ładowania telefonów komórkowych i powerbanków, picia herbaty, gdy temperatura w mieszkaniach wynosiła +4–+8 stopni. Jak tu żyć, zwłaszcza będąc osobą starszą, emerytką? Widziałam te starsze panie, które prawie umierały z zimna, i rozgrzewały się. Robiłyśmy im herbatę bez końca, częstowałyśmy ciepłym jedzeniem. Ludzie dziękowali nam za to, że mają możliwość po prostu się ogrzać, zjeść ciepłe jedzenie. Przypomnę, że wiele osób ma kuchenki elektryczne i nie może gotować, bo w ich mieszkaniach nie ma prądu.

RR: Czy było wiele takich mieszkań, które nie były ogrzewane, a ludzie domagali się ciepła?Iryna Szczasnaja: Takich takich mieszkań było bardzo wiele, zwłaszcza w miejscu, gdzie stał „Punkt Niezłomności”. Szczególnie w Darnickim rejonie. I jest tam mnóstwo zniszczonych mieszkań. Na pierwszy rzut oka – domy to po prostu domy, „Chruszczowki”. A potem, gdy się bliżej przyjrzeć – sklejka albo jakiś celofan, a to po prostu wybijało ludziom okna podczas ataków dronów. Widziałam dom zniszczony pociskiem balistycznym – to okropny widok. Według mieszkańców, około 10 osób po prostu nie odnaleziono, nic nie zostało z ich stanowiska. Ponieważ mieszkania zostały zniszczone, jest tam niesamowicie zimno.

RR: Skąd mieliście jedzenie i herbatę?Iryna Szczasnaja: Białorusini dużo robili, przekazywali darowizny, zwłaszcza Białorusini z USA. Centrum wolontariatu „Spotkanie” zrobiło dużo, administracja, że tak powiem, pomagała całej grupie. Zawsze mieliśmy jedzenie i ciepłe napoje.

RR: Jak wyglądał Kijów w tamtym czasie? Czy to było ciemne miasto?

Iryna Szczasnaja: Na początku, kiedy przyjechałam do Kijowa 5 stycznia, było jeszcze przed masowym ostrzałem. Jeździłam po mieście i było pięknie, jasno, wszystko działało, iluminacje były jeszcze noworoczne. I miałam wrażenie, że nie było wojny. Ludzie się bawili, wszystko się świeciło. A potem nastąpił ten straszny ostrzał, który zerwał dopływ prądu i miasto po prostu zrobiło się ciemne. Jedziesz, nic nie widzisz, tylko światło reflektorów. Bardzo trudno jest się przyzwyczaić do braku światła. Jeśli dają ci godzinę lub dwie dziennie, to jesteś jak wiewiórka kręcąca się w kółku, bo musisz się umyć, wysuszyć, zrobić wszystko, co konieczne i zmieścić się w tym krótkim czasie. Ale życie jest takie, że jakoś da się do tego dostosować. Wielkie podziękowania dla energetyków, którzy pracowali dzień i noc i przywrócili strukturę energetyczną Ukrainy. Pod koniec mojego pobytu w Kijowie, przynajmniej w rejonie darnickim, było jasno prawie przez cały dzień.

Rozmawiał Jerzy Leszczyński

Cała rozmowa dostępna jest na białoruskiej wersji strony racyja.com.

Białoruskie Radio Racyja