„Przez taśmę fotograficzną: Codzienne życie żołnierzy”. W Wilnie otwarto wystawę ochotnika Pułku im. Kastusia Kalinouskiego Jauhiena „Salama” Żurauskiego.
Tatiana Smotkina rozmawia z nim o tym, jak powstała wystawa, o życiu codziennym białoruskich żołnierzy i wojnie w Ukrainie.

RR: Otworzył Pan w Wilnie swoją wystawę fotograficzną zatytułowaną „Przez taśmę fotograficzną: Życie codzienne żołnierzy”. Jak długo ją Pan tworzył?
Jauhien „Salam” Żurauski: Zbierałem te zdjęcia przez dwa lata. Właściwie niewiele czasu minęło od pomysłu do momentu, kiedy wszystko zostało zrealizowane. Z moją partnerką po prostu przejrzeliśmy wszystkie moje zdjęcia i wybraliśmy najlepsze. Pomogła mi przygotować je do druku, bo jest projektantką. I wszystko było gotowe dość szybko. Musiałem tylko znaleźć miejsca, w których mógłbym zorganizować wystawę. Znalazłem je na razie w Warszawie i Wilnie. Zgodnie z planem, jest jeszcze kilka miejsc, do których chciałbym przyjechać, gdzie zostałem już zaproszony z wystawą.
RR: Gdy zaczął Pan fotografować codzienne życie żołnierzy na wojnie, czy to nie denerwowało towarzyszy broni?
Jauhien „Salam” Żurauski: Nie. Wręcz przeciwnie, im się podobało. Bo na początku drukowałem wszystkie zdjęcia, które zrobiłem i dawałem je chłopakom na pamiątkę. Nie miałem pojęcia, że kiedykolwiek zorganizuję wystawę. Pomysł, że fajnie byłoby zacząć fotografować to, co widzę, przyszedł mi do głowy w 2022 roku, kiedy podczas kampanii kijowskiej zobaczyłem, co dzieje się w Berdiańcu, w okolicach Buczy. Widziałem tam mnóstwo strasznych rzeczy i pomyślałem, że ważne jest, aby to uwiecznić na taśmie i pokazać innym ludziom. Ale nadal nie miałem pojęcia, że kiedykolwiek stanie się to wystawą.
RR: Zwiedzający pisali i mówili między sobą, że ta wystawa bardzo ich poruszyła, wywołała silne i różnorodne emocje. Dlaczego ludzie reagują na nią tak mocno?
Jauhien „Salam” Żurauski: Przede wszystkim myślę, że różnica między wystawą w Wilnie a Warszawie polegała na tym, że w Warszawie po prostu mówiłem o tym, co jest na tych zdjęciach. A w Wilnie wiele osób pytało, co się dzieje podczas wojny, jak ona wygląda. Innymi słowy, był to inny format.
Myślę, że to moje opowieści i odpowiedzi na różne trudne pytania zrobiły na ludziach tak duże wrażenie. W Warszawie nie było takich pytań. Myślę, że Warszawa jest bardziej przyzwyczajona do wojny w Ukrainie. Są tam również Białorusini, którzy walczyli. Więcej osób, które były zaangażowane w bezpośrednią pomoc Ukrainie. A w Wilnie, wydaje mi się, jest ich trochę mniej. Dlatego była taka reakcja.
Jednym z moich celów, kiedy tworzyłem wystawę, było pokazanie ludziom, jak wygląda wojna. Bo myślę, że gdyby wszyscy widzieli, to by nie walczyli. Bo to normalne, że ludzie wzywają innych, żeby szli umierać, siedząc bezpiecznie i nie widząc, o co chodzi. A kiedy człowiek staje z tym twarzą w twarz, kiedy słyszy od żyjących uczestników, co się tam dzieje, kiedy widzi zdjęcia tego, co pozostało po rosyjskich okupantach – odbiera to zupełnie inaczej.
Cała rozmowa na białoruskiej wersji strony racyja.com.
Wystawę fotograficzną w Wilnie można oglądać pod adresem: ul. Vytenio 50D, Wilno, 3 piętro (wejście na teren dawnej fabryki ELFA przez ul. Panerių 37). Mapa dojazdu znajduje się tutaj: Zolak.lt


















Białoruskie Radio Racyja
