Byli więźniowie polityczni często dzielą się swoimi przeżyciami z dziennikarzami. Z niektórych rozmów jednak nic nie wynika, a deportacje zdają się być dla niektórych Białorusinów szansą na nowe życie.

„Bardzo ważne jest dla mnie, aby wyrażać swoją opinię i mówić prawdę”. I mówi również dla Gościa Racji, były więzień polityczny Walenty Panasik, który został zwolniony 13 grudnia wraz ze 123 innymi więźniami politycznymi i deportowany z kraju. Obecnie przebywa na Litwie i otrzymał już pozwolenie na pobyt.
Walenty opowiedział, jak za swoje wypowiedzi został więźniem politycznym, jak odbył karę i jak radzi sobie na Litwie.
RR: Opowiedz swoją historię o tym, jak zostałeś więźniem politycznym. O ile wiem, zostałeś oskarżony o trzy artykuły i skazany na sześć lat więzienia za publikacje w mediach społecznościowych, które rzekomo zawierały wezwania do protestów ulicznych i czynnego oporu w przypadku ich stłumienia.
Walenty Panasik: Zgadza się. Właśnie za to. To były dwa zarzuty. Właściwie było ich więcej, ale za te dwa, zgodnie z decyzją władz, mogę zostać skazany. Wszystko zaczęło się w 2020 roku, kiedy pojawiła się nadzieja na zmianę. I wtedy uwierzyliśmy, że to możliwe. Wszyscy widzieli wokół ekscytację i nadzieję. Ale potem, prawdopodobnie 9 sierpnia, sam byłem świadkiem tego koszmaru.
Jestem z Grodna. Pewnego dnia zobaczyłem dwoje nastolatków siedzących pod wejściem, może mieli po 15-16 lat, chłopca i dziewczynkę. Scena, prawie jak w teatrze: podwórko, lampa, ławka, świat się na nich wali. I 4-5 pracowników w pełnym rynsztunku weszło do tego kręgu i po prostu zaczęło ich okładać rękami i nogami ze słowami: chcieliście zmian, to ją macie. Potem zacząłem aktywnie pisać komentarze. Zacząłem aktywnie chodzić na niedzielne wiece. Bywały dni, że wszystko już ucichło, ludzie przestali chodzić na protesty, zrobiło się niebezpiecznie. A w niedziele znowu te siły wracały ludziom.
Minął rok, a 5 sierpnia przyszli do mnie.
Jak to było? Wynajmowałem mieszkanie. Najpierw przyszli do moich rodziców, pod mój adres zameldowania. Rodzice byli na daczy, a w mieszkaniu nikogo nie było. O 10 rano odebrałem telefon z nieznanego numeru. Odbieram i słyszę: otwierajcie, policja. I pukanie do drzwi. Na początku nie wierzyłem, myślałem, że może jakiś znajomy żartuje. Potem zadzwonili ponownie. Już zrozumiałem, że to nie żart. Zaczęli krzyczeć: otwierajcie, bo wyważymy drzwi. Drzwi są nowe, metalowe, i zrobiło mi się ich żal. Nie skojarzyłem wydarzeń z 2020 roku z tymi policjantami, którzy przyjechali. Nie rozumiałem, jaki to ma związek.
Mama sugerowała, że muszę uporządkować swoje media społecznościowe, bo wiadomo, co się dzieje. Nie posłuchałem jej. Zadzwoniłem na daczę. Mama powiedziała: spakuj się, zabierz wszystko, co ważne i wyjedź przez Kobryń na Ukrainę. Powiedziałem, że nowe drzwi połamią, a szkoda, lepiej pójdę i dowiem się o co chodzi. Kiedy podszedłem do mieszkania, zobaczyłem przyciemnianego Forda Transita przy wejściu. Dzwonek w głowie podpowiadał: zawróć i uciekaj. Ale nogi poniosły mnie do przodu. Kiedy zobaczyłem trzech policjantów z oddziałów prewencji i dwóch zwykłych, spokojnie ich minąłem i otworzyłem drzwi.
RR: Czy zostałeś brutalnie zatrzymany?
Walenty Panasik: Być może surowy areszt nie był możliwy, ponieważ wszyscy sąsiedzi poszli już na do parku. Wpuściłem tych nieproszonych gości do mieszkania. Wręczyli mi nakaz, ponieważ napisałem coś nieprzyjemnego na czacie „Grodno 97”. Odmówiłem podpisania. Machnęli ręką. Kazali mi oddać telefon komórkowy. Był zablokowany. Zażądali odblokowania. Powiedziałem im, że to moja własność. Potem zaczęli mnie bić. Pomyślałem, że zdrowie jest droższe i powiedziałem im, jak go odblokować. Potem rozpoczęło się przeszukanie. Zaprosili świadków, miejscowych alkoholików, którzy siedzą pod wejściem.
Moja matka przyjechała z daczy. Nie wpuszczono jej do mieszkania, powiedzieli, że trwa śledztwo. Po przeszukaniu wsadzili mnie do autobusu i zawieźli do GUBOP-u, gdzie dokładniej zbadali mój telefon. Następnie zabrali mnie na spotkanie ze śledczym. Tam spotkałem też swoją przyszłą żonę, która przez krótki czas była moim prawnikiem. Spisali moje pierwsze zeznania. Wtedy zrozumiałem, że to poważna sprawa.
RR: Potem cię nie wypuścili?
Walenty Panasik: Tak. Prawnik powiedział, że mogę na razie wyjść do domu za kaucją. Ale powiedziałem im za dużo, powiedziałem, że chciałem wyjechać, więc może dlatego mnie nie wypuścili.
Posłuchaj całej rozmowy na: racyja.com/by
Białoruskie Radio Racyja
